Świadectwa
Elbląg, 24.X.2009 r.A.D
Z Duchową Adopcją spotkałem się pierwszy raz na Elbląskiej Pielgrzymce Pieszej do Częstochowy. Podczas pielgrzymki była głoszona w każdej grupie konferencja na temat Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Wysłuchałem tej konferencji z zaciekawieniem, choć za bardzo nie wierzyłem, że ta modlitwa ma aż tak wielką wartość. Mimo wszystko podjąłem to dzieło. Moje pierwsze duchowe dziecko adoptowałem w 2005 roku. Zdziwiłem się bardzo, gdy zacząłem przeżywać pewne ciekawe wydarzenia, które z tą modlitwą były związane. Budziłem się np. o 23:50, bo przypomniało mi się, że danego dnia nie odmówiłem tej modlitwy. Oczywiście odmawiałem ją wtedy przed zakończeniem dnia. Zdarzały się także sytuacje, że daną modlitwę odmawiałem kilka razy dziennie, bo zapominałem, że odmówiłem ją wcześniej. To były takie „znaki standardowe”, które bardzo często występują. Może być to znak od Boga, że dane dziecko właśnie w tym czasie potrzebuje więcej modlitwy z naszej strony. Największym jednak znakiem była moja druga Duchowa Adopcja, którą podjąłem w 2006 roku, również na Elbląskiej Pielgrzymce. To była wyjątkowa Adopcja. Każdego dnia pamiętałem o tej modlitwie i odmawiałem ją bardzo sumiennie. Znaki, które towarzyszyły poprzedniej Duchowej Adopcji, zniknęły. Najważniejsze jednak miało przyjść. Pewnego kwietniowego popołudnia dostałem sms–a od pewnego pielgrzyma z pytaniem o to, „czym jest Duchowa Adopcja, kiedy mam termin jej zakończenia i kiedy ją podjąłem”? Odpisałem, że mam termin ukończenia na 12-go maja, rozpocząłem 12–go sierpnia i opisałem pokrótce, czym jest Duchowa Adopcja. Ufając w moją dobrą pamięć pisałem numer odbiorcy z głowy i pomyliłem jedną cyfrę, tzn. zamiast cyfry 4 wpisałem 5 i sms został wysłany do kogoś innego. Ku mojemu zdziwieniu dostałem odpowiedź o treści; „Być może modlisz się za moje nienarodzone dziecko? Bo według odczytu USG mam termin na 12 maja i nawet data poczęcia się zgadza…” To było dla mnie ogromne świadectwo obecności Boga w tej modlitwie. Do dzisiaj utrzymuje kontakt z rodzicami Majki (tak ma na imię dziewczynka, która się urodziła). Od tamtego wydarzenia patrzę na modlitwę Duchowej Adopcji z wielką wiarą i jestem pewien, że Bóg dla każdego przygotował inne, indywidualne owoce tej modlitwy.
Chciałbym zachęcić wszystkich do podjęcia tego wspaniałego dzieła, jakim jest Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. Bóg, który dał życie, jest Miłością i na pewno ta modlitwa jest dla Niego dowodem, że potrafimy podzielić się niejako częścią siebie, aby jedno dziecko mogło narodzić się i żyć. To wspaniałe dzieło pozwoli nam doświadczyć wspaniałego daru, jakim jest życie. Ten dar życia jest w dzisiejszym świecie uważany za coś, czym można manipulować, oddać do reklamacji lub po prostu zniszczyć. My, chrześcijanie, jesteśmy powołani do tego, aby bronić tej wielkiej wartości i jednocześnie działać na rzecz zmiany mentalności dzisiejszego świata. Ja sam doświadczyłem tego, że ta modlitwa działa.
Pozdrawiam
Marcin Kurkus
Duchowa Adopcja – dziesięć minut dla życia!
Potrafimy zaszlochać, gdy bity jest pies przez brudnego wściekłego sąsiada, bo tak nas nauczyli miłośnicy przyrody, ekolodzy, bo to jest dla nas nie ludzkie, wszak jak można się pastwić nad zwierzątkami?. Ale żadnych prawdziwych nie wytoczy nam łez nienarodzonych dzieci nieludzka, masowa zagłada, bo nam się nie chce poświęcić im góra dziesięć minut dziennie, bo to abstrakcyjne, bo tego dziecka nie ma wśród nas.
Aborcja to prawdziwy holokaust XXI wieku. Wiecie ile dziennie dzieci ginie w wyniku przerywania ciąży? Nie? Ja też nie! Ale siostra mi powiedziała, że średnio aborcja wykonywana jest co 47 sekund!!! Nie bądźmy obojętni, pomóżmy, wspomóżmy te biedne matki, jak i tych ojców, którzy nie wiedzą co zrobić, którzy boją się, są pod presją środowiska.
Dziesięć minut dla życia! Więcej czasu dziewczyny tracicie zanim się wyszykujecie na uczelnie, chłopcy dłużej piejmy piwo na wałach rozprawiając o wszystkim i o niczym, a można uratować komuś życie! Prawdziwą trwałą i pozytywną cechą jaka po nas zostanie to to, co potrafimy dać z siebie innym ludziom, dajmy im modlitwę, uratujmy ich życie!
Uratowałem komuś życie – czy to nie powód do dumy i szczęścia?
A gdyby tym kimś było nienarodzone dziecko stojące nad przepaścią aborcji? Kto odważyłby się mu pomóc?
Życzę odwagi i zachęcam do podejmowania Duchowej Adopcji.
Maciej
Wrocław, wrzesień 2007r.
Kochane Maleństwo!
Długo zastanawiałam się czy napisać ten list. Zdaje sobie sprawę, że go nigdy nie przeczytasz. Nawet go nie wyśle, bo nie wiem gdzie. Pisze jednak, bo chcę Ci powiedzieć jak bardzo Cię kocham.
Od kwietnia tego roku jestem w Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Codziennie modlę się za Ciebie. Bardzo chcę, abyś urodziło się całe i zdrowe.
Dzięki tej modlitwie czuję się bliżej Ciebie. Pokochałam Cię od razu, gdy tylko dowiedziałam się, że mogę modlić się o Twoje życie.
I choć najprawdopodobniej nigdy Cię nie poznam, czuję jakbyśmy znali się od zawsze. Po prawdzie tak właśnie jest. Znam Cię od poczęcia, choć nie wiem kim jesteś. To nieco dziwne i nietypowe uczucie, ale jakże cudowne.
Czuję się tak jak Twoja mama. Mimo, iż fizycznie się nie zmieniam, bo nie jestem w ciąży. Wewnątrz odczuwam jakbym była całkiem inną osobą. Chciałabym się Tobą opiekować nie tylko duchowo. Noszę Cię w sercu i kocham tak bardzo, że nie sposób to opisać. Bardzo pragnę Cię przytulić, ucałować, gdy tylko się urodzisz. Nie mogę się doczekać, kiedy przyjdziesz na świat. Będzie to wielki dzień, nie tylko dla Ciebie i Twoich biologicznych rodziców, ale również dla mnie. Bo przez te kilka miesięcy czułam się i naprawdę byłam Twoją mamusią.
Kamilka





